środa, 31 października 2012

aromaterapeuta

Witajcie. Trochę mnie nie było, ale niestety - sporo spraw na głowie ostatnio... Dziś znalazłam chwilę aby wreszcie napisać posta o kosmetyku, który regularnie pojawia się w mojej łazience. Idąc za ciosem, linia SPA...

Złuszczający scrub Swedish Spa



Cacanki: Jeśli Twoja skóra potrzebuje regeneracji, zastosuj aromatyczny scrub do ciała, który wygładzi ją i nada jej cudowną miękkość. Kryształki soli i sproszkowane łupiny migdałów złuszczają naskórek, a olejek imbirowy pomaga zwalczać wolne rodniki. Nawilżający kompleks Hydracare+, olejek ze słodkich migdałów i witamina E pozostawią skórę zdrową i miłą w dotyku. 150  ml



A oto moje zdjęcia. Scrub co prawda był w tym czasie raz użyty, ale nie łudźcie się - Oriflame na swoich zdjęciach i tak oszukuje (tak jak w przypadku miodków) - ten peeling nie jest napakowany po same brzegi opakowania

 


Niżej na zdjęciu możecie dojrzeć jaką ten kosmetyk ma strukturę. Dla mnie jest to konsystencja mokrego, śliskiego, drobnego piasku. Takiego z czystej plaży ;)




Weryfikacja cacanek:
- aromat... oj tak! Jeżeli lubicie korzenne klimaty (tu konkretnie imbir), chcecie sprawić sobie przyjemność lub komuś miły prezent, nie wahajcie się :) Zapach jest intensywny, czuć go długo w całej łazience.
- skóra po użyciu jest naprawdę wygładzona. Dobry ścierak (pod warunkiem odpowiedniego użycia, o czym niżej)
- pozostawia ciało miękkie, miłe w dotyku o ile lubicie... wosk. Bo, co może być niespodzianką i co wielu od tego kosmetyku odstręcza, scrub pozostawia na skórze warstewkę, która kojarzy mi się z nawoskowanym autem ;) Nie trzeba później używać balsamu. Skóra się nie lepi, ale jeśli będziecie chciały przejechać dłonią po nodze, warstewka na początku stawi opór. Nie przeszkadza mi ona w niczym, lubię tę powłoczkę.

A ode mnie jeszcze...
- poważnym minusem jest to, że jeśli użyje się scrubu na podrażnioną (np. goleniem) skórę, na jakieś wypryski to PIECZE. Prawdopodobnie to ten olejek imbirowy wdziera się i szczypie niemiłosiernie, trzeba się wtedy szybko spłukiwać. Nic przyjemnego.
- nie można nakładać na mokre ciało (w przeciwieństwie do scrubu z serii mleko i miód) bo po prostu zjedzie w dół i tyle go widzieli. Skóra musi być wilgotna, ale tylko wilgotna, nie mokra.
- nie pieni się jakoś szczególnie
- jest mało wydajny. Opakowanie wystarczy na oko na jakieś 6 użyć.
- okrągłe pudełeczko jakie jest, każdy widzi (niezbyt gruby, przeźroczysty plastik). Niby fajnie, że z wieczkiem i w ogóle, bo można wygrzebać wszystko do ostatniego ziarenka ale z drugiej strony, gdy sięga się tam mokrą łapą, wlewa się do niego woda i trzeba ją później usuwać. Nic to dobrego dla kosmetyku, jak mniemam, takie niespodziewane spotkanie.

Mimo poważnych minusów w podsumowaniu, uwielbiam ten scrub. Polecam każdemu na zimowe wieczory, bo rozgrzewa i jest swoistym aromaterapeutą :)

Skład: SODIUM CHLORIDE, PARAFFINUM LIQUIDUM, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, SODIUM STEAROYL GLUTAMATE, ETHYLENE/PROPYLENE/STYRENE COPOLYMER, CERA ALBA, PHENOXYETHANOL, PARFUM, AQUA, BUTYLENE/ETHYLENE/STYRENE COPOLYMER, TOCOPHERYL ACETATE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ZINGIBER OFFICINALE EXTRACT, LIMONENE, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, ETHYLPARABEN, RICINUS COMMUNIS OIL, FURCELLARIA LUMBRICALIS EXTRACT, CI 77492

Cena: 19 - 24 zł (40 zł)

Pozdrawiam i mam nadzieję, że do szybkiego napisania :)

środa, 24 października 2012

malachitowe ukojenie

W dzisiejszym poście przedstawię Wam krem do twarzy z linii, która się tu ostatnio pojawiła. Tej z dziwnym zapachem ;)

Krem do twarzy Swedish Spa o podwójnym działaniu

Cacanki: Nawilżający krem wzbogacony oczyszczającym malachitem i witaminą E o pielęgnujących właściwościach. W ciągu dnia chroni skórę przed stresorami środowiskowymi (zanieczyszczenie środowiska, zmiany temperatur, promieniowanie UV). Nocą regeneruje i przywraca promienny wygląd. Stosuj rano i wieczorem. 50  ml

Słoiczek tradycyjny dla większości kremów Oriflame - ładny, ciężki, z estetyczną zakrętką.



Jak widać, to już była sama końcówka :)




Weryfikacja cacanek: 
- z całą pewnością nawilża
- wbrew zaleceniom producenta, stosowałam ten krem tylko wieczorem. Niemniej jednak bardzo go sobie chwaliłam, gdyż rzeczywiście dobrze działał na moją cerę. Buzia pozostawała miękka, gładka, wstawała wypoczęta. 

Poza tym:
- konsystencja w miarę lekka, nieco żelowa, to na plus dla kremu, który stosowałam na noc (nie lubię się lepić)
- nie podrażnił mnie, nie uczulił, nie zapchał
- zaskoczyła mnie (i moją koleżankę, która używała go równolegle u siebie) mała wydajność. Dość szybko się skończył.
- no i zapach... Podobnie jak w scrubie z tej linii, dziwny. Apteczny, jakiś taki kwaśnawo-pralkowy (proszek do prania, nie mylić z aromatycznym płynem do płukania). No ale da się to przeżyć, biorąc pod uwagę jakie ma zalety.

Bardzo miło ten krem wspominam i zachęcam do wypróbowania.

Skład: AQUA, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, ISOPROPYL MYRISTATE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, CYCLOPENTASILOXANE, CERA ALBA, DIMETHICONE, OLUS OIL, CYCLOHEXASILOXANE, SODIUM POLYACRYLATE, CETEARETH-12, IMIDAZOLIDINYL UREA, METHYLPARABEN, SODIUM CETEARYL SULFATE, PARFUM, TOCOPHERYL ACETATE, PROPYLPARABEN, PANTHENOL, CITRIC ACID, MALACHITE EXTRACT, PHENOXYETHANOL, FURCELLARIA LUMBRICALIS EXTRACT

Cena: 24 zł (43 zł)

Pozdrawiam :)

wtorek, 23 października 2012

brokatowe krechy

Witam Was w ten bury dzień i zapraszam do pokolorowania sobie świata - albo chociaż powiek :) Dzisiejsza recenzja obejmie 4 kolory eyelinerów z serii Clickit.

Tusz do kresek Very Me Clickit
Cacanki: Błyszczący tusz w elektryzujących odcieniach świetnie się rozprowadza i komponuje z tuszem do rzęs Clickit. Nikt Cię nie przeoczy! 3.5  ml

Posiadam kolor szary, granatowy, "fioletowy" i zielony.


Na zdjęciu poniżej widać jak prezentują się 2 złożone linery.


Zagadkowy "konektor" to po prostu mały kawałek plastikowej rurki. 


Czas na poszczególne kolory. Najpierw "fiolet"


Potem zieleń


Następnie niebieski


i szary


Na koniec najlepsze: porównajcie sobie kolory podane przez Oriflame na ich stronie i namaziane przeze mnie na kartce. 


Weryfikacja cacanek:
- tusz błyszczy się... ale nie każdy
- rozprowadza się nieźle
- rzeczywiście zwraca uwagę

A teraz ode mnie:
- porównałyście kolory z wzornikiem Oriflame? Szczękopad? Ano właśnie... to, co w katalogu raczej nijak ma się do rzeczywistości. Jako, że aparat i każdy z monitorów trochę kolory przekłamie, to przetłumaczę jeszcze słownie. Zielony jest jasny i ma żółte tony. Taki trochę szczypiorek na wiosnę. "Fioletowy" nie ma z tym kolorem nic wspólnego. Nie mam pojęcia dlaczego Oriflame z uporem maniaka prezentuje na swoich stronach zdjęcie z fioletem wciąż i wciąż. Purple to nic innego jak jasny, brudny majtkowy róż z żółtymi tonami. Przez nie tego nawet lila nazwać nie można. Najwierniej oddany i najpiękniejszy z całej czwórki jest niebieski, czyli podobnie jak w przypadku tuszy do rzęs z tej samej serii, cudny, intensywny kobalt (na zdjęciu wyszedł trochę zgaszony). Natomiast szary to podwójny zawód, bo jest to ciemny grafit, prawie czarny i brokatowych drobinek za nic tam nie widzę.
- uważam, że "fiolet" jest mało uniwersalnym kolorem, no po prostu jest moim zdaniem nieładny. Ten zakup odradzam.
- nigdy nie miałam problemów z narysowaniem prostej kreski, więc ja posługuję się tymi eyelinerami bez problemu. Pod jednym warunkiem: jeśli są "skliknięte" w parę. Pojedynczy kolor trzyma się bardzo niewygodnie za małą zakrętkę, kosmetyku nie ma jak oprzeć i umocować w dłoni. Tak więc jeśli kupować, to tylko w parze, aby dostać konektor. 
- pędzelki nie rozcapierzają się i można nimi namalować nawet bardzo cienką linię
- eyelinery szybko zasychają i nie ma problemów z odbijaniem się o powiekę czy rozmazywaniem
- kolory są intensywne, dobrze napigmentowane
- są trwałe. Nie mam oporów aby nałożyć je rano i nosić do wieczora.

Reasumując: tak, jeśli są w promocji i tak, jeśli jest się świadomym realnej kolorystyki :)

Skład: AQUA, MICA, STEARETH-21, BUTYLENE GLYCOL, STEARETH-2, PPG-15 STEARYL ETHER, PROPYLENE GLYCOL, PVP, TRIACONTANYL PVP, SILICA, PANTHENOL, CAPRYLYL GLYCOL, PALMITIC ACID, STEARIC ACID, XANTHAN GUM, CHONDRUS CRISPUS EXTRACT, BISABOLOL, IMIDAZOLIDINYL UREA, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, DIPHENYL DIMETHICONE, CYCLOPENTASILOXANE, EDTA, PHENOXYETHANOL, SIMETHICONE, GLUCOSE, DIMETHICONE/VINYLTRIMETHYLSILOXYSILICATE CROSSPOLYMER, TIN OXIDE, CI 77742, CI 77891, CI 77491

Cena: 8,90 - 10,90 zł (17 zł).

 Pozdrawiam i do następnego! ;)

piątek, 19 października 2012

fiołek mściciel (tylko za co? ja niewinna...)

Przybywam dzisiaj z postem na mój ulubiony temat, czyli - zapachu. Wiem, że ten konkretny kusi  swoim zdjęciem w katalogu bo buteleczka jest naprawdę fikuśna i pięknie przedstawiona. Chodzi o...

Woda toaletowa Muse

Cacanki: Wyobraź sobie łąkę pachnącą kwiatami, gdzie źbła trawy delikatnie kołyszą się na wietrze, a Twoje marzenia tańczą w promieniach słońca... Do tego cudownego świata przeniesie Cię upojna woń Muse, pełna rześkich, zielonych nut i subtelnego aromatu zroszonych rosą fiołków. Całość spowita kuszącą wonią białego piżma relaksuje i uwodzi zmysły. 50  ml

Zaczniemy od opakowania. Jest to naprawdę ogromne, jak na perfumy, pudełko. Nie widać tu tego dokładnie, ale kartonik jest bardzo fajnie laminowany matowym plastikiem. W środku korek był dodatkowo zabezpieczony fioletowym papierem.

I czas na flakonik. Mam z nim problem - jego się chyba nie da źle sfotografować. Na zdjęciach wygląda po prostu uroczo. Szczerze mówiąc, w rzeczywistości jest gorzej.



Zwiewna buteleczka imitująca łodyżkę, jest szklana. Niestety, standardowo, korek jest z plastiku, który delikatnie mówiąc, elegancko nie wygląda.



Sama buteleczka bez "kapelusza" wygląda tak:



Weryfikacja cacanek:
- na mój nos nie ma tu nic z rześkiego. Wiatr nie tańczy, źdźbła nie wywijają piruetów, rosa nie błyszczy na kwiatkach.
- Jakie zielone nuty? A fiołek? Oj tak, jest fiołek... Jest kwiat, kwiat i jeszcze raz kwiat, podbity gdzieś piżmem. Ciężko, duszno, zabójczo. Jak by mi ktoś wsadził głowę w urodzinowy bukiet i kazał się upajać. Autentycznie bolał mnie po tym zapachu łeb. Odsprzedałam po kilku podejściach.

Co jeszcze ode mnie?
- flakon. No kusi, jest taki inny, śmieszny. Buteleczka jest naprawdę wysoka i mogłaby być ozdobą toaletki gdyby nie ten koszmarny korek, który głośno i z daleka woła "jestem tandetnym plastikiem!". Tak więc Muse może być ozdobą toaletki ale tylko dziewczynek w wieku podstawówkowo-gimnazjalnym.
- przed zakupem buteleczki testowałam próbkę, która mnie zauroczyła. Ot, taki delikatny, kwiatowy zapach na codzień, wiosenny. Niestety, ilość Muse wydobywająca się z atomizera jest już zabójcza. Co za dużo, to niezdrowo, jednym słowem.
- trwałość? może 2 h.

Tak więc... Ja odradzam.

I jeszcze skład: ALCOHOL DENAT., AQUA, PARFUM, LIMONENE, LINALOOL, BENZYL SALICYLATE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, HYDROXYCITRONELLAL, CITRONELLOL, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, GERANIOL, BENZYL ALCOHOL, CITRAL, ISOEUGENOL, HEXYL CINNAMAL, BENZYL BENZOATE, CI 17200, CI 42090

Cena: 59 zł (89 zł)

Pozdrawiam i uciekam do małża na serial o policjantach i złodziejach ;)

środa, 17 października 2012

zdzierak

Witam po tygodniowej przerwie. Tak długiej, bo niestety jestem teraz zagoniona. Zaczęłam studia fotograficzne - oczywiście po to aby moje zdjęcia do recenzji były jak najlepsze ;-) O ironio, dzisiaj z góry przepraszam za jakość fotek w tym poście, robiłam je na  p o l u  gdy już się ściemniało. W każdym razie dziś w programie mamy...

Wygładzający scrub do twarzy Swedish Spa

Cacanki: Odkryj ukryte piękno swojej skóry. Wygładzający scrub delikatnie eliminuje martwe komórki naskórka i dokładnie usuwa zanieczyszczenia. Zawiera złuszczające drobinki, przeciwutleniający malachit i nawilżający kompleks Hydracare+. 75  ml

Moje wieczorne:
Jak widać, kolor kosmetyku się zgadza. Taki nijako-niebiesko-zielony. Mnie osobiście kojarzy się ze szpitalem ;) Jeśli dobrze się przyjrzycie, zauważycie malutkie białe punkciki - to właśnie drobinki ścierające. Drobniutkie.



scrub trzyma się w kupie ale równocześnie jest lekki


Weryfikacja cacanek:
- mimo drobniutkich drobinek i swojej delikatności, naprawdę fajnie ściera.
- czy usuwa zanieczyszczenia? pewnie tak, ale ja zawsze stosuję go na wcześniej oczyszczoną twarz, dlatego nie mogę się w tej kwestii wypowiedzieć
- buzia jest po nim miękka, gładka, nie błaga na kolanach o wodę

Co mogę dodać?
- jest bardzo wydajny. Na jedno użycie wystarcza niewielka ilość scrubu, który łatwo się rozsmarowuje.
- zapach jest średni, stawiam, że nie każdemu podejdzie. Taki świeżo... apteczny? Dziwny, w każdym razie, nie potrafię go opisać.
- scrub zmywa się łatwo, na twarzy nie zostaje żaden film.
- nie podrażnił mnie, nic mnie po nim nie piecze

Jestem z niego zadowolona tylko ten zapach na dłuższą metę nie bardzo mi podchodzi, więc nie wiem, czy kupię ponownie.

Skład: AQUA, STEARIC ACID, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, DIMETHICONE, POLYETHYLENE,BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, STEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE,METHYLPARABEN, CARBOMER, IMIDAZOLIDINYL UREA, PROPYLPARABEN, PARFUM, DISODIUM EDTA,SODIUM HYDROXIDE, FURCELLARIA LUMBRICALIS EXTRACT, CI 77891, CI 19140, CI 42090

Cena: 14,90 zł (26 zł)

środa, 10 października 2012

apetyczny ochraniacz

Cześć i czołem. Ostatnio pośrednio było o pielęgnacji ust a pogoda nas nie rozpieszcza - tak więc dziś kilka zdjęć wprowadzonego w tamtym roku balsamu.

Pure Nature: Odżywczy balsam do ust z czerwonym jabłkiem i owsem


Cacanki: Balsam do ust z organicznymi ekstraktami z czerwonego jabłka i owsa chroni usta przed wysuszeniem i pozostawia je miękkie i gładkie. 6 g

Balsamik prezentuje się tak:


Słoiczek nie jest szklany lecz plastikowy. Ale i tak wygląda ładnie. 


Kosmetyk jest bardzo zbity, twardawy. Dobrze to widać na ostatnim zdjęciu - wydłubany paznokciem "tor" tworzy sztywne, ostre krawędzie.


Weryfikacja cacanek:
- moim zdaniem jest to typowy balsam ochronny, właśnie ze względu na gęstą, mazistą konsystencję. Szczelnie otula wargi i zabezpiecza przed wysuszeniem. Nie stosowałam go zbyt wiele razy dziennie aby móc stwierdzić, czy daje jakieś brzydkie skutki uboczne, jak miodek.
- usta są po nim ok, rzeczywiście gładkie i miłe w dotyku

Ponadto ode mnie:
- zapewne zastanawia was ten wściekły, czerwony kolor. Tak, widać go na wargach. Co prawda nie tak żarówiasto jak w słoiczku, bo jest półprzeźroczysty, ale jednak: pozostawia wyraźnie zauważalny, czerwonawy odcień. 
- ze względu na powyższe jak i to, że aplikować go trzeba palcami, jest to kosmetyk do stosowania w zaciszu domowym. Bez lusterka ani rusz. Bez chusteczki również, bo trzeba w coś wytrzeć czerwoną, galaretkowatą maź.
- ogromnym plusem balsamu jest zapach. Już go kiedyś opisywałam przy okazji mleczka do buzi, ale powtórzę: słodkawy, nieco szarlotkowy, może przywodzić na myśl święta :) jadalny, jednym słowem
- nie zauważyłam jakiegoś wielkiego nawilżenia. No ale tego producent nie obiecuje.

Dla mnie jest to gadżet, którego od czasu do czasu używam, gdy sobie przypomnę. Może okaże się bardziej przydatny gdy pojawi się mróz. Tylko do nakładanie mnie odstrasza...

Skład: POLYBUTENE, PENTAERYTHRITYL TETRAISOSTEARATE, HYDROGENATED POLYDECENE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, HYDROXYSTEARIC ACID, SQUALANE, PARFUM, RICINUS COMMUNIS OIL, ORYZA SATIVA BRAN EXTRACT, TOCOPHERYL ACETATE, STEARIC ACID, POLYETHYLENE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, PALMITIC ACID, PROPYLPARABEN, AVENA SATIVA KERNEL EXTRACT, PYRUS MALUS EXTRACT, CI 15850

Cena: 5,90 - 8,90 zł (13 zł)

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 8 października 2012

u Puchatka w spiżarni

Dzisiaj czeka Was dość obszerna zdjęciowo recenzja produktu, który uzyskał miano kultowego. Czy słusznie? Wezmę dziś pod lupę aparatu "miodki" w odmianie czekoladowej, wiśniowej i waniliowej. Na zdjęciu ze strony Oriflame widoczny jest miodek klasyczny (miałam, opakowanie wywaliłam), natomiast wypuszczono również niezwykle trudno dostępną wersję karmelową. Ponoć zapowiada się migdałowa... No to jedziemy.

Krem uniwersalny Tender Care
Cacanki: Zawiera wyciąg z plastra miodu oraz olejki roślinne. Cudownie koi skórę, przywraca jej miękkość i gładki wygląd. Idealny do pielęgnacji miejsc szczególnie narażonych na wysuszenie i pierzchnięcie. 15  ml

To od początku. Od Oriflame dostajemy pudełeczko, które w wersji waniliowej wygląda tak:




O ile dobrze pamiętam, każda odmiana kremiku ma inny napis na wewnętrznej stronie tekturki. Sympatyczne :)


Czas wyciągnąć baryłeczki. Od lewej wedle starszeństwa (w moich zasobach): czekoladowa, wiśniowa, waniliowa.


jak widać, brzegi plastikowych słoiczków posiadają srebrzenia, tudzież złocenia. Z najstarszego, czekoladowego (ok. 9-10 miesięcy) z boku starło się już zupełnie. Ubytki są też widoczne na miodku wiśniowym (ma ok. 5 miesięcy). Więc to na minus.



Plastik jest w miarę gruby i porządny -  za wyjątkiem wersji waniliowej. Tu opakowanie wydaje się cieńsze, bardziej tandetne, prawdopodobnie przez tani, perłowy połysk.


Szyjka jest wysoka i wąska. Konsystencja miodku gęsta, zbita, wazelinowata.




Weryfikacja cacanek:
- no to się rozpiszę, jest o czym. Miodkiem byłam długo zachwycona. Zastosowany na zmasakrowany od smarkania nos czy zniszczoną mrozami skórę dłoni, potrafi zdziałać cuda. Przynosi ulgę, otula ochronną warstewką, natłuszcza. We wrześniu tego roku wpadłam na pomysł aby intensywniej zacząć używać go na usta, tak zamiast balsamu. Chciałam mieć piękne, miękkie i zadbane wargi. I tu zaczął się mój dramat: po kilku dniach ciągłego używania, otrzymałam: a) pryszcz na konturze ust b) suche skórki c) zajada d) zaczerwienione, nabrzmiałe, podrażnione wargi. Jednym słowem masakra! Skórki były tak suche, że gdy pocierałam wargą o wargę, czułam się jak bym miała do nich przyklejone płatki owsiane. Uratował mnie Carmex. Postanowiłam sprawdzić, czy to aby na pewno miodek zawinił, bo aż mi się wierzyć nie chciało. Zrobiłam 2 kolejne, krótkie podejścia dla upewnienia się - znów to samo. Niestety.
- wiele osób uważa, że miodek niczym się nie różni od wazeliny. A jak działa wazelina, wiadomo...

Ponadto:
- opakowanie jest maleńkie. Ładne, ale bardzo niewygodne. Wąska szyjka pozwala jedynie na włożenie do niej palca. Dodatkowo, kremik zbiera się w załamaniu między szyjką a największą wypukłością brzuśca - trzeba go stamtąd wydłubywać paznokciem.
- higiena a właściwie jej brak... kremu nie nabierzemy palcem. Tu trzeba paznokcia. A wiadomo, że pod paznokciem gromadzi się brud... Radzę sobie w ten sposób, że nie zagarniam kosmetyku do siebie, ale na zewnątrz, na płytkę paznokcia.
- konsystencja wazelinowata. Ciężka, gęsta, treściwa.
- do koszyczka z plusami dorzucam apetyczne zapachy. Czekolada jest czekoladą gorzką, takim klasycznym kakaem. Nie pachnie chemicznie, mój mąż mi zrobił raz "awanturę", że jadłam bez niego słodycze, gdy mnie na dobranoc pocałował ;) Wiśnia jest ciutkę sztuczna, ale mimo to fajna, bardzo przyjemna. Moim faworytem jest miodek waniliowy, który pachnie centralnie jak waniliowy budyń. A ja budynie wręcz uwielbiam :> Kremik klasyczny właściwie niczym nie pachnie.

Podsumowując tę przydługą recenzję... Warto kupić, mieć w zapasie jakąś apetyczną wersję tego kosmetyku. Należy go jednak stosować doraźnie, gdy coś się dzieje, krótko. Inaczej możemy sobie zrobić duże ziaziu, niczym Puchatek - miś o bardzo małym rozumku :)

Skład: PETROLATUM, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, PARAFFINUM LIQUIDUM, CERA ALBA, PARAFFIN, ACETYLATED LANOLIN, CETYL ALCOHOL, TOCOPHERYL ACETATE, PROPYLPARABEN

Cena: 10 zł (25 zł)