środa, 29 sierpnia 2012

stajemy na rzęsach

W dzisiejszym odcinku zaprezentuję 2 tusze do rzęs w kolorze niebieskim i zielonym

Pogrubiający tusz do rzęs Very Me Funky
na zdjęciu Oriflame prezentowane jest opakowanie koloru Silver.

Cacanki: Tusz pogrubiający w różnych kolorach! Objętość i długość rzęs o jakiej marzyłaś w trzech odcieniach. Nałóż kolorowy tusz na rzęsy, by maksymalnie je uwydatnić! 8  ml

A oto moje kolory:

 tusz niebieski ma naprawdę przepiękny, kobaltowy odcień




gorzej niestety prezentuje się kolor zielony. Jest przytłumiony, jakby lekko zabielony (w stronę pasteli a nie intensywnego odcienia)




Weryfikacja cacanek:
- lekko pogrubia kosztem sklejania rzęs. Niestety, ale robi słynne owadzie nóżki, trzeba bardzo uważać żeby nie trzepotać później pająkiem przyklejonym do powieki ;) rzęsy mogą się zrobić drutowato-twarde, w sam raz aby na nich stanąć.
- wydłużania szczerze mówiąc nie zauważyłam
- trzeba mu jednak przyznać, że widać, iż rzęsy nie są gołe.
- o kolorach już pisałam przy okazji zdjęć, dodam jeszcze, że niestety, aby były widoczne, trzeba patrzeć na rzęsy pod światło. 

Co ode mnie?
- tusz nie jest z tych suchych, szczoteczka nabiera go całkiem sporo
- skoro mowa o szczoteczce: wielkość ma średnią, dla mnie w sam raz. Wypustki są ostre i można się nimi boleśnie dźgnąć. Niestety, średnio rozczesuje rzęsy, choć to już w głównej mierze wina samego kosmetyku, który po prostu skleja 
- nie używam tych maskar solo, dają zbyt słaby efekt pogrubienia, nie zrobią z rzęs wachlarzu, a ja akurat mam co do tego wysokie wymagania. Od czasu do czasu maluję nimi końcówki rzęs już "zrobionych" dobrym, czarnym tuszem, wtedy pod światło dają ładny efekt. Zdecydowanie preferuję piękny niebieski odcień. Kolor zielony średnio przypadł mi do gustu
- dodam, że mam je już dość długo (ponad pół roku) i nie przysychają
- kosztowały mnie swego czasu 6 zł z haczkiem i za tę cenę jestem zadowolona. Koło 10 zł można dać bez żalu jako kosmetyk dodatkowy. Ot, taki gadżet. Wonder to to nie jest ;)

Jeżeli któraś z Was ma doświadczenia z wersją srebrną, niech się podzieli wrażeniami, jestem ciekawa jak wygląda na rzęsach.

Skład: AQUA, CERA ALBA, ORYZA SATIVA BRAN EXTRACT, STEARIC ACID, MICA, ACACIA SENEGAL, TRIETHANOLAMINE, BUTYLENE GLYCOL, PVP, ACRYLATES COPOLYMER, CERA CARNAUBA, CYCLOPENTASILOXANE, CERA MICROCRISTALLINA, PARAFFIN, HYDROXYETHYLCELLULOSE, CYCLOHEXASILOXANE, PANTHENOL, PVP/EICOSENE COPOLYMER, IMIDAZOLIDINYL UREA, DIMETHICONE, DISODIUM EDTA, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, BHT, TIN OXIDE, SODIUM DEHYDROACETATE

Cena: 8-12 zł (20 zł)

 Pozdrawiam Was serdecznie :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

laleczka (Czaki)

Dziś, na prośbę fifruwajki, zamiast kolorówki, która wystąpi następnym razem, w roli głównej zapach - laleczka. Ochrzciłam ją Czaki, tak mi się skojarzyło :> Prezentowany będzie "model" już wycofany, kiwi - ale wąchałam też brzoskwiniowy, który obok Mango i Berry znajduje się nadal w sprzedaży.

Woda toaletowa The Babes

Cacanki: Idealny zapach dla trochę nieprzewidywalnej dziewczyny z dużym poczuciem humoru. Początkowo oszałamia radosnymi nutami kiwi i ananasa, aby za chwilę uspokoić zmysły aromatem róży i białej frezji. Całość wieńczą ciepłe akordy piżma i wanilii. 25 ml.

Tak wygląda odfoliowana niespodzianka
otwieramy...


I wyjmujemy! Najpierw sam flakonik z widocznym zużyciem.


jak widać jest to szklana buteleczka z plastikowym (brzydkim niestety) korkiem, z plastikową, cieniutką i mało wygodną zatyczką/korkiem


A tak wygląda tytułowa laleczka. W katalogach Oriflame ściemnia i to dosłownie - włosy laleczki naprawdę nie są czarne, a białe


Niczym w horrorze, dobieram się do jej wnętrza, teoretycznie po to aby zaaplikować jej do środka flakonik. Moje skojarzenia są brzydkie, ale pozostawię je zamknięte szczelnie w moim móżdżku ;)


i na koniec zestaw naklejek. Nawet ich nie wyciągałam z folii bo laleczkę mam zamiar oddać młodzieży


Weryfikacja cacanek:
- z pewnością jest to zapach dla dziewczyny, nastolatki, która dopiero wchodzi w świat perfum
- odmiana Kiwi pachnie dla mnie kwaśnym jabłkiem, przy którym gdzieniegdzie plącze się coś słodszego. I w zasadzie tyle. Kwasota dominuje. Natomiast laleczka brzoskwiniowa jest ładniejsza, nie taka ostra ale za to trochę przesłodzona. Kiwi kupiłam nie nastawiając się na wiele z myślą o jakimś prostym, owocowym zapachu na lato. Niestety, nie trafiłam.

Pozostałe spostrzeżenia:
- laleczka jako opakowanie to dla mnie niewygodny gadżet i nigdy jej w ten sposób nie użyłam. Leży sobie w opakowaniu bo to w końcu Czaki i należy ją zamykać
- trwałość wody bardzo marna, ze 2h wyczuwalności to max
- mimo wszystko, brawa dla Ori za kreatywność. Kuzynka sprezentowała jedną z laleczek swojej siostrzenicy w wieku gimnazjalnym - pełen zachwyt! Dlatego jeśli chcecie sprawić fajny prezent dziewczynie w takim wieku, mogę polecić. Starsze osoby raczej będą zawiedzione, no ale ostrzeżenie przecież jest, że to wybitnie młodzieżowa seria, więc się nie czepiam :)

Składu nie podaję, bo wraz z wycofaniem ze sprzedaży, zniknął ze strony Oriflame.

Cena: 20 - 24 zł (49 zł).

Pozdrawiam!

piątek, 24 sierpnia 2012

krwiożerczy tlen

Postanowiłam Wam dziś dopiec.

Maseczka dotleniająco-nawilżająca Optimals Oxygen Boost

Cacanki: Idealny zabieg rewitalizujący dla skóry narażonej na zanieczyszczenia i stres. Przyspiesza usuwanie toksyn, poprawia oddychanie na poziomie komórkowym. Nałóż obficie na oczyszczoną twarz, omijając okolice oczu, po 10 minutach zetrzyj nadmiar wacikiem kosmetycznym. 75  ml

I moje zdjęcia (miejscami opakowanie ciutkę za bardzo ciemno-niebieskie mi wyszło niestety ;):



Nie wiem czy widzicie, ale korkek jest nieco ufajdany kosmetykiem - maseczka jest biała


Weryfikacja cacanek:
- nie potrafię określić, czy maseczka usuwa toksyny i poprawia oddychanie
- specjalnej rewitalizacji nie zauważyłam, ale faktem jest, że nawilżenie twarzy czuć

Krótkie te cacanki, więc przejdziemy do reszty moich odczuć :)
- kosmetyk jest bardzo wydajny, maseczkę mam już rok i jeszcze nie wykończyłam
- konsystencja taka w sam raz, choć bardziej w stronę rzadkiej niż gęstej
- zapach świeży i dla mnie dość przyjemny
- zmywa się łatwo. Zawsze usuwam kosmetyk wodą zamiast samym wacikiem
- no i czas na wytłumaczenie się, czemu Wam dopiekam? Otóż (i to nie tylko moje doświadczenia) maseczka jest strasznie nieprzyjemna jeśli chodzi o jej "noszenie". W zależności od samopoczucia mojej skóry, spektrum jej działania rozciąga się od mrowienia połączonego z delikatnym ciepłem, poprzez szczypanie do okropnego pieczenia. Raz miałam wrażenie, że się twarz pali. Tłumaczenie, że szczypie bo działa dotleniająco, średnio mnie przekonuje - czy któraś z Was wie coś na ten temat? Może to coś w składzie? A może mam zbyt wrażliwą skórę, ale tak jak mówię, moja opinia w tym temacie nie jest odosobniona, raczej dość powszechna z tego co widziałam.

Generalnie, wypróbować można, ale z nastawieniem na potencjalne, gratisowe nieprzyjemności.

 Skład: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, DIMETHICONE, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, POLYACRYLATE-13, PHENOXYETHANOL, CAPRYLYL GLYCOL,TOCOPHERYL ACETATE, DIMETHICONE/VINYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, POLYISOBUTENE,PARFUM, METHYLPARABEN, XANTHAN GUM, POLYSORBATE 20, SORBITAN ISOSTEARATE,PROPYLPARABEN, ETHYLPARABEN, LAMINARIA DIGITATA, SILICA, SODIUM PCA, UREA, TREHALOSE,POLYQUATERNIUM-51, SODIUM HYALURONATE, CHLORPHENESIN, CI 42090, CI 17200

Cena: 16 zł (27)

Pozdrawiam testując sztyft pod oczy z tejże serii :) W następnej recenzji wrzucę coś z kolorówki dla odmiany :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

szuwary, moczary, ogór

Żeby nie było za wesoło w ten piękny, słoneczny dzień, zaserwuję Wam dzisiaj ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem.

Krem do ciała Amazonia

Cacanki: Fantastycznie nawilżający krem do ciała o zapachu, który pobudza i zachwyca zmysły. Wzbogacony ekstraktem z kwiatów passiflory, doskonale się wchłania, czyniąc skórę miękką i odżywioną. 200  ml

A oto jak prezentuje się opakowanie w ujęciu mojego aparatu:



krem po otwarciu zabezpieczającej folii aluminiowej:


a to krem na wykończeniu (wreszcie!):



Czas na weryfikację cacanek:
- prawdą jest to, że nawilża. Skóra po użyciu kremu jest miękka i miła w dotyku. Nie pytałam, czy jest głodna...
- wchłania się szybciutko, prawdopodobnie ze względu na lekką, troszeńkę żelową konsystencję
- i teraz dochodzimy do sedna: wspaniały zapach i pobudzenie zmysłów? O matko i córko, toż to ogór gruntowy wyciągnięty z ziemi! Zatęchłe błoto i zielone glony! Mnie to nie zachwyca, z zaciśniętymi zębami (ze względu na bądź co bądź fajne działanie nawilżające) wykańczam kosmetyk, zahacza to jednak trochę o masochizm. Mąż zamiast spać z tropikalną nimfą wodną śpi z damską odmianą Wodnika. 

Cóż jeszcze...
- (niestety ;) wydajny. Nie trzeba go dużo nakładać i łatwo się rozsmarowuje
- opakowanie w miarę grube, solidne, prezentuje się wakacyjnie
- w następnym katalogu balsam ostatni raz pojawi się w regularnej sprzedaży i jak znam życie, będzie później często gęsto wyprzedawany za grosze na stronach z promocjami i w ulotkach. Żeby nie było, że nie ostrzegałam, nie dajcie się nabrać - chyba, że lubicie klimaty żółwia błotnego wcinającego mizerię.

Składu nie podam bo Oriflame utajniło na stronie... (a zdjęcia spodu niestety zapomniałam zrobić w amoku).

Cena: 15 zł (25 zł)

No. Ulżyło mi. To pozdrawiam ;)

piątek, 17 sierpnia 2012

kraina mlekiem i miodem drapiąca

Ciemno, buro i ponuro. Dzień typu miękki kocyk, dobra herbata i fajna lektura (np. mój blog :>). No i oczywiście na wieczór pachnący relaks w zaciszu domowego SPA. Pomocny w tym będzie jeden z moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych Oriflame, czyli...

Wygładzający scrub cukrowy Milk & Honey Gold

Cacanki: Gęsty, pachnący scrub do ciała usuwa martwe komórki i nadaje skórze jedwabistą gładkość. Zawiera organiczne ekstrakty z miodu i mleka o właściwościach zmiękczających i regenerujących. 200  ml

A tak wygląda opakowanie w świetle dziennym (scrub już się kończy, więc było długo używane).
Nie wiem czy do dobrze widać, ale jeśli chodzi o tubkę, to wykonana jest z dobrej jakości grubego ale miękkiego materiału (nie ma najmniejszych problemów z wyciskaniem kosmetyku), złote napisy są wytłoczone i nie ścierają się. Jedynie korek wypada w tym wszystkim blado - plastik wygląda po prostu tanio.



A tak wygląda sam scrub po wydobyciu na powierzchnię


Weryfikacja cacanek:
- scrub jest rzeczywiście gęsty, ale też nie jest zastałą papą. Konsystencja jest idealna: nie wylewa się z tubki ale łatwo się nim posłużyć.
- pachnie specyficznie, wiem, że istnieją osoby, które zapachu tej serii nie trawią. Mnie akurat pasuje. Jest to dość słodki, mleczno-woskowy aromat.
- z wykształcenia jestem archeologiem, ale martwych naskórków nie śledzę, więc czy scrub złuszcza martwe czy żywe - nie wiem ;)
- i tak, nadaje skórze jedwabistą gładkość. Skóra po użyciu pozostaje miękka i miła w dotyku.

Nie są to jednak wszystkie zalety tego kosmetyku.
- może zauważycie na zdjęciu, że drobinki cukru są duże i gęsto upchane w scrubie, dzięki czemu kosmetyk jest treściwym, mocnym ścierakiem. Poradzi sobie z najbardziej gruboskórną istotą (np. mąż, teściowa...).
- przez to, że jest treściwy, jest również wydajny. Wystarcza na długo
- w czasie rozcierania na skórze zmienia się w cukrową biel, widać gdzie się znajduje
- łatwo się spłukuje

Używam tego kosmetyku naprzemiennie z peelingiem SPA, to stali goście w mojej łazience.

Skład: AQUA, POLYETHYLENE, GLYCERIN, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, MEL, PARFUM, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, SODIUM HYDROXIDE, METHYLPARABEN, BENZOPHENONE-4, LINALOOL, SUCROSE, SINE ADIPE LAC, HEXYL CINNAMAL, 2-BROMO-2-NITROPROPANE-1,3-DIOL, CI 47005, CI 14700, CI 42090

Cena: 16 zł (29 zł)

I znowu pada...

środa, 15 sierpnia 2012

sz jak szminka

Dziś będzie kolorówka. I  to kolorówka nie byle jaka mimo, że w kolorze Nude.

Pomadka do ust Oriflame Beauty Studio Artist

Cacanki: Kremowy połysk bez efektu migoczących drobinek! Satynowo-gładka konsystencja i ciepłe, przygaszone odcienie, dzięki którym Twoje usta będą wyglądały niezwykle pociągająco. Kremowa formuła nawilża usta i sprawia, że wyglądają olśniewająco. Kształt pomadki ułatwia precyzyjną aplikację. 4 g

W odróżnieniu do poprzednio recenzowanego produktu, opakowanie tejże pomadki stanowi najsłabsze ogniwo produktu. Jest nijakie, wykonane z cienkiego plastiku, który przywodzi mi na myśl szminkę Astora, której moja babcia używała gdy byłam mała. Mogli się bardziej postarać... Oryginalnie pomadkę dostajemy zapakowaną w czarny kartonik ale nie pokażę, bo mi dziecko zjadło. Zdjęcia zostały robione w świetle dziennym po kilku użyciach.

 Posiadam kolor Nude Suede.





Weryfikacja cacanek:

- kremowy połysk bez efektu migoczących drobinek jest. I to piękny! 
- konsystencja rzeczywiście miła i kremowa.
- odcienie to niekwestionowane plusy całej serii. Poza zaprezentowaną wyżej Nude Suede, która jest dla mnie (osoby o karnacji bladej i ciemnych włosach) strzałem w 10, posiadam większość kolorów Studio Artist w próbkach i... wszystkie są piękne. Nawet fiolety. Odcienie wyglądają na ustach naturalnie, nienachalnie i używam prawie wszystkich (poza czerwienią, która choć śliczna, nie pasuje mi niestety wcale).
- co bardzo ważne, rzeczywiście jest uczucie nawilżenia. Mam wrażenie, że nakładam balsam a nie szminkę. Do tej pory wiele pomadek wysuszało mi usta i podkreślało suche skórki, ta tego nie robi, dlatego po przetestowaniu próbek zakupiłam pełnowymiarowy produkt.
- pomadkę łatwo się nakłada, ścięcie jest naprawdę fajnie zrobione

Co jeszcze mogę dodać?
- zapachu nie czuję, jest bardzo delikatny
- schodzi równomiernie, trwałość raczej standardowa. Jeżeli się nie je i nie pije, utrzyma się długo.

Podsumowując można powiedzieć, że nie liczy się wygląd tylko wnętrze. Z drugiej strony, na prezent bym jej raczej nie kupiła, bo mimo wszystko ten wygląd za mało bajerancki jak na mój gust ;) Ale dla siebie wezmę pewnie jeszcze jakiś odcień bo sama pomadka jest naprawdę godna polecenia.

Składniki: RICINUS COMMUNIS OIL, OCTYLDODECANOL, PENTAERYTHRITYL TETRACAPRYLATE/TETRACAPRATE, LANOLIN, PENTAERYTHRITYL TETRAISOSTEARATE, CERA MICROCRISTALLINA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, POLYETHYLENE, PARAFFIN, MICA, BIS-DIGLYCERYL POLYACYLADIPATE-2, CANDELILLA CERA, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, CERA CARNAUBA, SILICA, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, PARFUM, CANOLA OIL, PROPYLPARABEN, ROSA CANINA FRUIT OIL, TALC, BHT, TOCOPHEROL

Cena: 19,90 (30 zł).

Miłego popołudnia!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

tajemniczy ogród

Dziś tytuł mam nadzieję intrygujący, tak samo jak intrygujący jest zapach, który będę recenzować. Można powiedzieć, że perfumy - odkrycie, czyli...

Woda perfumowana Mirage




Cacanki: Odkryj magię ukrytą w każdej kropli czarującego zapachu Mirage! Tajemnicze nuty żywicy elemi, ostrego wetiweru i róży tworzą powabną, pełną niepokojącej zmysłowości miksturę, która wyzwoli Twoje ukryte namiętności! 50 ml

Trzeba przyznać, że flakon na katalogowych zdjęciach robi wrażenie. A jaki jest w rzeczywistości? Oto mój egzemplarz, ma prawie rok, jest do połowy zużyty a fotografowałam go w świetle dziennym.



Jak można zauważyć, buteleczka jest nieco zmęczona życiem - gdzieniegdzie na żeberkach pojawiły się odpryski opalizującej farby, którą pokryte jest szkło. Ale i tak według mnie jest piękna. Dodam, że świetnie, dostojnie można rzec, leży w dłoni - jest dość masywna.



Na szyjce nie ma ubytków, więc nie jest to tandetne złocenie.



Nie mam już niestety kartonika aby pokazać wszystko, mogę jedynie dodać zdjęcie miniaturki 4 ml, którą zakupiłam na wyjazdy. Miniaturka nie posiada atomizera a szkło nie jest pokryte opalizującą powłoczką.



Czas na weryfikację cacanek:
- czarujący i tajemniczy zapach: na pewno tak. Mirage mnie zaskoczyły bardzo pozytywnie. Wybijają się swoją oryginalnością na tle wielu podobnych do siebie perfum, od których uginają się drogeryjne półki.
- czy czuć żywicę, wetiwer i różę: szczerze? ja tam przede wszystkim czuję... cynamon a dopiero później inne składniki. Cynamon uwielbiam i dlatego też kocham te perfumy. Pewnie nie ma go w składzie ale mam takie a nie inne, niezwykle mocne skojarzenie.
- tak, jak najbardziej jest to zapach niepokojący i zmysłowy


Ponadto:
- Mirage jest zapachem na tyle oryginalnym, że nie przypasuje każdemu. Śmiem pokusić się o twierdzenie, że należy do tego rodzaju perfum, które się albo kocha, albo nienawidzi. Dlatego też absolutnie odradzam zakup w ciemno, bez uprzedniego przetestowania a tym bardziej jako prezent.
- perfumy te nie nadają się do noszenia w upale, latem. Są ciężkie, treściwe i według mnie typowo jesienno-zimowe, wieczorowe.
- są trwałe i ładnie się rozwijają. Zostałam raz skomplementowana przez kucharza czym to tak ładnie pachnę, a jak wiadomo nos kucharza jest wrażliwy ;)

Na koniec mogę powiedzieć, że odkąd kupiłam Mirage, nie wyobrażam sobie nie mieć w domu buteleczki tego zapachu. Dłużej zachęcać do testów nie będę bo... fajnie pachnieć oryginalnie a nie jak pół miasta :D

I jeszcze składniki: ALCOHOL DENAT., AQUA, PARFUM, BENZYL SALICYLATE, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL,COUMARIN, HYDROXYCITRONELLAL, GERANIOL, LIMONENE, LINALOOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, EUGENOL, CINNAMYL ALCOHOL, BHT, ISOEUGENOL, DISODIUM EDTA

Cena: ok. 79 zł, w mega promocjii raz na ruski rok ok. 55 (cena regularna 99).

Pozdrawiam i życzę owocnego niuchania.

niedziela, 12 sierpnia 2012

powitanie z cytrusowym kopem

Cześć ;)
Wszyscy mają bloga, mam i ja (znowu). Bloga ściśle ukierunkowanego, więc szwarc, mydło i powidło Was tu nie czeka. Jako konsultantka Oriflame postanowiłam prowadzić bloga z recenzjami kosmetyków tejże firmy, ale recenzjami podpartymi szczegółowymi zdjęciami - tak, aby produkty mogły być dla Was "namacalne", widziane z dowolnej strony, w różnych odsłonach, na zbliżeniach. Dla porównania będę również wklejać oryginalne zdjęcia ze strony Oriflame. Póki co, moje własne zdjęcia chałturzę jak mogę w czymś co tylko stało w kolejce obok namiotu bezcieniowego, ale będę wszystko udoskonalać i postaram się wiernie oddawać rzeczywistość na fotografiach.
Nie będę kłamać, bo ani to w mojej naturze ani w interesie. Klientów zdobywa się dobrymi produktami a złymi odstrasza, więc jeżeli tylko jakiś kosmetyk będzie zasługiwał na porządną burę, zrobię to właśnie w trosce o kupujących coby bubla nie posiedli. Jako fanka porządku w notatkach, tabelek, wykresów i logiki, postaram się aby wszystko było przejrzyste i czytelne.

No to zaczynamy...

Krem na dzień Optimals Skin Energy z filtrem SPF 15

Zaczniemy właśnie tak, nie tylko dlatego, że mi wolno i taki mam kaprys, ale także temu, iż z tym kosmetykiem witam się każdego poranka bardzo czule. Na początek wkleję zdjęcie ze strony Oriflame i obietnice producenta, czyli tzw. cacanki.

Cacanki: Energetyzujący, zmiękczający krem na dzień z minerałami, które zapewniają skórze zdrowy, naturalny wygląd. Witamina C nawilża i chroni przed wolnymi rodnikami. Cząsteczki odbijające światło dodają blasku. Filtr SPF 15 chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. 50  ml


A teraz moje zdjęcia. Najpierw krem z jeszcze istniejącym opakowaniem w tle w świetle dziennym, dopiero co otwarty:


Oraz zdjęcie w namiocie pseudobezcieniowym, jak wygląda on po hmmm.... 1,5 miesiącu codziennego używania?


+ oczywiście słoiczek z każdej możliwej strony




Jak można własnoocznie sokolim wzorkiem zauważyć, krem ma standardową pojemność 50 ml, zawiera witaminę C i jest produkowany w Polsce (dobre, bo Polskie).

Weryfikacja cacanek: 
- zastrzyk energii: nie zauważyłam. No, chyba, że tu chodzi o cytrusowy zapach. Niektórym się on podoba, innych odrzuca, dla mnie jest na szczęście neutralny jeśli chodzi o przyjemność dla nosa. Ot, taka trochę chemiczna pomarańcza.
- zdrowy i naturalny wygląd: na pewno tak. Cera wygląda ładnie i co niezwykle dla mnie zaskakujące, jest świetnie wymatowiona! 
- zbawienne działanie witaminy C: czy chroni przed wolnymi rodnikami - sprawdzić nie mogę, natomiast rzeczywiście kremik fajnie nawilża.
- dodawanie blasku: no średnio. Nie zauważyłam żadnej dodatkowej aury, poza tą, którą normalnie roztaczam wokół siebie.
- filtr: czy chroni? Pewnie chroni, ja i tak nie wystawiam się na zbytnie działanie słońca.

Co jeszcze ode mnie:
- krem ma specyficzną jak na Oriflame konsystencję. Nie jest lekko żelowy i ciągnący się, raczej mazisty a mimo to lekki. Może to dzięki tej konsystencji nie trzeba go nakładać wiele i jest bardzo wydajny.
- na wchłonięcie się trzeba chwilkę poczekać ale warto, bo skóra jest pięknie zmatowiona. Idealna pod makijaż!
- cena adekwatna do jakości.

Generalnie jestem z tego kosmetyku bardzo zadowolona. Póki co to jeden z moich faworytów jeśli chodzi o kremy do twarzy na dzień.

Składniki: AQUA, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, BENZOPHENONE-3, STEARIC ACID, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, CETYL ALCOHOL, GLYCERIN, OLUS OIL, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, MICA, CAPRYLYL GLYCOL, LACTIC ACID, PARFUM, SODIUM HYDROXIDE, IMIDAZOLIDINYL UREA, METHYLPARABEN, TOCOPHERYL ACETATE, CARBOMER, PROPYLPARABEN, DISODIUM EDTA, ALUMINA, SILICA, LAMINARIA DIGITATA, SODIUM POLYACRYLATE, ASCORBYL METHYLSILANOL PECTINATE, SODIUM METHYLPARABEN, BHT, PHENOXYETHANOL, SODIUM METABISULFITE, SODIUM SULFITE, CITRIC ACID, CI 77891, CI 77120, CI 15510, CI 19140

Cena: ok. 26 zł (*43 zł). 

 *jak można się domyśleć, cena z gwiazdką to cena bez promocji, czyli tzw. cena z pupy ;)

Pozdrawiam licząc na Wasze komentarze, sugestie, opinie o kosmetykach, blogu i może jakiś wierszyk pochwalny dla blogerki też by się przydał.